Czy już nigdy Cię nie zobaczę?

Pamiętam ten dzień,  jakby to było wczoraj…

Ostatni przystanek przed Kanadą, przed naszym wielkim marzeniem. W ferworze przygotowań spotykaliśmy się z rodziną i przyjaciółmi. Byliśmy zmęczeni, zagonieni. Denerwowało mnie niemiłosiernie, że każdy chce mieć nas na wyłączność…
– Dlaczego oni nie rozumieją, że możemy być zmęczeni! Ja jeszcze nawet nie zdążyłam nas dokładnie spakować, bo nie miałam kiedy, a za dwa dni już lecimy!
– Wiesz jak to jest Paula, każdy chce nas mieć dla siebie jak najdłużej. Nie wiadomo kiedy znowu będziemy w Polsce.
– Ja się tam z urlopem spieszyć nie będę…
– Dobra, zbieraj się, bo się spóźnimy na obiad u Twojej mamy.

Obiad. Mama, brat, siostra z dziećmi, ciocia i Ty.
Siedziałaś w kąciku cichutko, zadowolona, że możesz spędzić ten czas w rodzinnym gronie. Nawet, jeśli czułaś się zmęczona, nic nie mówiłaś. Chłonęłaś ten dzień tak, jakbyś chciała zapamiętać każdy szczegół. Najdrobniejszy z drobiazgów.

Przyszedł czas na pożegnanie, zaproponowaliśmy odwieźć Cię do domu, chociaż wiedzieliśmy, że miałaś jechać z kimś innym. Zgodziłaś się. Pomogliśmy Ci się ubrać, zejść po schodach i wsiąść do samochodu. Podróż nie trwała długo, góra 10 minut.

Już pod Twoim domem byłam myślami daleko przy pakowaniu walizek…
Wysiadłam z auta żeby się z Wami pożegnać. Przytuliłaś mnie, powiedziałyśmy sobie parę słów i już miałam wsiadać z powrotem do  samochodu, kiedy nagle zobaczyłam… Miałaś to wypisane w oczach. Uderzyło mnie to tak, jak jeszcze nigdy nic…Od razu zrozumiałam. Chciałam zaprzeczyć, powiedzieć, że to nie tak, że to nie prawda. Chciałam wykrzyczeć całemu światu, że się mylisz.

Nie powiedziałam nic…Wiedziałam, że możesz mieć rację. Płakałam całą drogę do domu. Płaczę po każdej rozmowie z Tobą. Płaczę i teraz.

Emigracja uczy patrzeć na świat w inny sposób, przewartościowując całe dotychczasowe życie. Da Ci dużo, ale jeszcze więcej zabierze. Nie chcę myśleć o lęku, który zobaczyłam w Twoich oczach, ale nie mogę zapomnieć. Sama się boję…Za każdym razem kiedy do Ciebie dzwonię, z bijącym sercem wsłuchuję się w dźwięk sygnału, zaciskając rękę na telefonie. Czy i tym razem odbierzesz?

Czy jeszcze kiedyś Cię zobaczę?

7 Comments

  1. Paulinko wiem że z BABCIĄ byłaś bardzo blisko (kiedyś ja też) ale życie nas nie rozpieszcza – jest trudne- ciesz się tym co masz , a masz NAPRAWDĘ DUŻO , MĘŻA – KANADĘ -i MŁODOŚĆ – rozterki zostaw daleko ,daleko , nie myśl o przeszłości i się nie zamartwiaj . pisz blogi , blogi pozytywne a MY będziemy je czytać i to będzie dla nas ZNAK – że jesteś pozytywna – że jesteś SZCZĘŚLIWA . Córeczko jesteś daleko – ale i BLISKO bo w moim SERCU – WSZYSCY CIĘ KOCHAMY – TATA.

  2. To chyba w emigracji najtrudniejsze – sama właśnie nigdy bym się na to nie zdecydowała właśnie ze względu na rodzinę, jakoś nie umiem sobie w ogóle tego wyobrazić. Ale wiesz, ja też z bijącym sercem czekam na wieści o niektórych bliskich, a teoretycznie mieszkam w Polsce. Nawet 300 km odległości od rodzinnego domu już robi wielką różnicę. Zastanawiasz się czasem jak to by było gdybyś nigdy nie wyjechała? Została w tym samym mieście/miejscowości, chodziła w te same miejsce, żyła tak, jak Twoi rodzice? Ja bardzo często i tęsknię za tym życiem trochę – a z drugiej strony wiem, że trzeba było wyjechać i to dobra decyzja. Trudne to wszystko…

    1. Ja nie tęsknię za moim „starym” życiem. Nie chciałabym mieszkać już w Polsce. Kocham moje życie takie, jakie jest, ale nie zmienia to faktu, że są tego plusy i minusy.

  3. Wzruszający wpis, a na dodatek daje dużo do myślenia… W emigrację zawsze są wpisane emocje nie ważne czy lecimy do Kanady czy może do sąsiednich państw np. Niemiec, zawsze gdzieś tam z tyłu czai się niewypowiedziane pytanie albo myśl „Czy cię jeszcze zobaczę? Czy się jeszcze spotkamy?”. Nie ma się temu co dziwić, że to pytanie budzi w nas lęk, bo w dzisiejszym świecie wystarczy moment i już człowieka nie ma na tym świecie.

  4. bardzo interesujące:) życie na emigracji nie jest łatwe, wiem to po moich znajomych ale ma też wiele zalet, na pewno warto tego doświadczyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *