Friendly Manitoba- czy mieszkańcy naprawdę są tacy przyjaźni?

Wyobraź sobie sytuację, w której pakujesz cały swój dobytek w dwie walizki, kupujesz bilet, wsiadasz w samolot i… zaczynasz swoje życie od nowa. Znajdujesz się w miejscu, w którym wszystko różni się od tego, co już znasz. Dla jednych to przygoda życia, dla innych coś nieprawdopodobnie przerażającego. Jak to było w moim przypadku, co uważam za najważniejsze, szczególnie na początku i co ma z tym wspólnego Friendly Manitoba? Zapraszam do lektury!

Samolot

Nigdy chyba nie zapomnę naszej podróży do Kanady. W ciągu tych dwudziestu paru godzin spędzonych w samolotach i na lotniskach, miałam sporo czasu na przemyślenia. Towarzyszyła mi cała masa emocji od szczęścia i ekscytacji po strach. Odczuwałam szczęście wiedząc, że osiągnęliśmy na tym etapie długo wyczekiwany cel. Ekscytacja mieszała się ze strachem, bo jak każdy normalny człowiek nie wiedziałam czy sobie poradzimy.

Byliśmy przygotowani do wyjazdu bardzo dobrze. Wszystkie potrzebne papiery wraz z tłumaczeniami przysięgłymi były przygotowane i sprawdzone 10 000 razy. Tygodniami przed przyjazdem śledziliśmy fora, blogi, zbieraliśmy informacje ze stron rządowych. Mieliśmy rozpisane gdzie udać się i co załatwić zaraz po przyjeździe. Wiedzieliśmy gdzie szukać pracy, mieliśmy już dawno przygotowane Resume (kanadyjskie CV), posiadaliśmy rekomendacje z Polski i Anglii. Będąc na wyspach pomyśleliśmy nawet o wyborze banku, który również działa na terenie Kanady, tak aby przy przeprowadzce było łatwiej załatwić formalności. Posiadaliśmy wystarczająco dużo oszczędności, aby nie bać się o przeżycie w razie problemów ze znalezieniem pracy. Wszystko zapięte na ostatni guzik.

Czy wszystko to sprawiło, że nasz początek odbył się bez problemów? Czy mogę powiedzieć, że byliśmy przygotowani na wszystko? Niestety, nie do końca.

Oczekuj niespodziewanego

Wsiadając do taksówki na lotnisku w Winnipeg byłam wykończona. Chciałam jednak na trzeźwo, pierwszy raz rozejrzeć się po mieście. Podczas 20 minutowej podróży do miejsca, gdzie oczekiwał na nas nocleg, z wielką uwagą obserwowałam miasto pod osłoną nocy. Pierwsze wrażenia nie były zbyt pozytywne. Zupełnie inaczej się o czymś czyta niż przeżywa na własnej skórze. Oczywiście wiedziałam, że Winnipeg jest ogromne, ale nie zdawałam sobie sprawy jak to wygląda w rzeczywistości.

Po przyjeździe pierwsze na co zwrócisz uwagę to rozmiar (jakkolwiek to brzmi). Wszystko jest tutaj ogromne. Szerokość dróg, chodniki, samochody, autobusy szkolne, sklepy, budynki,  a co za tym idzie odległości. Ciężko poczuć się tutaj przytulnie nowo przybyłym.

autobus szkolny

Kolejną „przeszkadzajką” jest jet lag. Różnica czasu pomiędzy Manitobą a Polską to całe 7 godzin, ciężko przestawić swój zegar biologiczny na funkcjonowanie w innej strefie czasowej, a przecież nie możemy odsypiać kiedy mamy masę rzeczy do załatwienia na głowie jak choćby szukanie pracy, mieszkania czy załatwianie formalności z kartą zdrowia i kontem w banku.

Dla osób, które nigdy nie posługiwały się językiem angielskim na co dzień mogą pojawić się problemy z przełamaniem  bariery językowej w głowie. Ja miałam „blokadę” po przeprowadzce z Polski do Anglii. Pomimo tego, że uczyłam się angielskiego w szkole,a później też chodziłam na lekcje prywatne, nie mogłam zacząć mówić po angielsku. Każda próba kontaktu była bardzo stresująca. Nie pomagało również wyśmiewanie się innych Polaków z poziomu mojego angielskiego. Wszystko to sprawiało, że moje poczucie własnej wartości dotykało dna..

Friendly Manitoba

Faktycznie, wszystkie te trudności mogą przytłaczać czy zniechęcać do przyjazdu tutaj, a przecież nie to miałam na celu pisząc ten wpis. Zastanów się więc przez chwilę, co mogłoby pomóc łatwiej przetrwać początek w  innym kraju? Co dodałoby Ci otuchy lub pewności siebie? Zazwyczaj zwracamy się w cięższych chwilach do najbliższych. Jednak rodzina i przyjaciele w tym wypadku są daleko, zajęci swoimi sprawami. Manitoba w tym wypadku wychodzi nowo przybyłym na przeciw.

Nie bez powodu prowincja nazywana jest Friendly Manitoba (przyjazna Manitoba). Ludzie są tutaj mówiąc jednym słowem- wspaniali. Pierwsze kontakty z Kanadyjczykami lub mieszkańcami Manitoby innego pochodzenia wywarły na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Pamiętam, że pierwszym szokiem było dla mnie witanie nas w Kanadzie przez każdego, kto tylko zamienił z nami parę słów i dowiadywał się, że jesteśmy tutaj nowi. Zupełnie obcy nam ludzie życzyli nam powodzenia, pytali czy nie potrzebujemy pomocy lub od razu udzielali nam informacji na co zwracać uwagę, gdzie zrobić zakupy itp.

Po przeżyciach w Wielkiej Brytanii traktowałam ludzi raczej z dystansem. Anglicy nie są z reguły przyjaźnie nastawieni do emigrantów, nie mówię, że nie mają ku temu powodów, ale jednak nikt nie chce być traktowany jako ten gorszy. Kanada pokazała mi, że w niczym jako człowiek nie odstaję od całej reszty. Ludzie z zainteresowaniem pytają skąd pochodzimy i niejednokrotnie kojarzą Polskę z dobrym jedzeniem. Nie czuję się tutaj dyskryminowana. W Anglii zawsze będziesz tylko emigrantem, tutaj zostajesz członkiem społeczności.

Żeby nie było, że przesadzam, przytoczę kilka przykładów.

Ludzie

Po przeprowadzce z Winnipeg do Altony zamieszkaliśmy w apartamencie dla starszych osób. W tym czasie nic innego nie było w miasteczku dostępne, a my dostaliśmy pozwolenie na wynajęcie mieszkania w tym miejscu tylko za sprawą naszego pracodawcy (apartament jest tylko dla grupy ludzi +55). Starsze panie mieszkające w budynku od razu okazały nam dużo ciepła. Dostawaliśmy świeżo upieczone bułeczki cynamonowe lub warzywa prosto z ogródków starowinek. Było nam strasznie głupio przyjmować od tych pań cokolwiek, a one widząc nasze zakłopotanie, zaczęły bez słowa wieszać nam „fanty” na klamce od drzwi wejściowych.

Kiedy wynajęliśmy później dom w Altonie,  sąsiedzi przyszli z ciastem przywitać nas w nowym miejscu. Od tamtej pory poszło już bardzo szybko. Dzięki ich inicjatywie poznaliśmy większość sąsiedztwa. Z wieloma rodzinami spędzaliśmy święta lub dzieliliśmy z nimi najważniejsze momenty z ich życia.

W każdej naszej przeprowadzce, a było ich aż 4 w Kanadzie, otrzymywaliśmy pomoc czy też o nią poprosiliśmy czy nie. Zawsze znalazły się ręce do pomocy, bez problemu znajomi pożyczali nam swoje truck’i do przewożenia mebli lub zapraszali na wspólny lunch wiedząc, że nie będziemy w stanie sobie ugotować podczas naszych przenosin.

Najbardziej rozczuliło mnie gdy wprowadziliśmy się do naszego domu i jeden z naszych współpracowników zaproponował nam pożyczenie swojej sofy, gdy dowiedział się, że nasza zakupiona sofa przyjdzie dopiero po dwóch miesiącach. 

Takich sytuacji było bardzo wiele. Dzielenie się wypiekami, sezonowymi warzywami i owocami lub po prostu sąsiedzka pomoc przy pracach ogrodowych jest tu na początku dziennym. W ostatnim miesiącu dostałam w prezencie coś w rodzaju maszyny do pieczenia chleba od Kanadyjczyka, który wyprowadza się do Wietnamu i rozdaje znajomym to, czego ze sobą nie zabierze. Nie dalej jak w ostatnią niedzielę przyjechał do nas znajomy męża tylko po to, aby przywieźć nam świeżo upieczony przez niego bochenek chleba.

pomidory Friendly Manitoba

 

Wszystkie te rzeczy mogą się Wam wydawać tak naprawdę niczym szczególnym, ale zapewniam, że takie małe akcenty mogą poprawiać humor na cały dzień. Dzięki takim ludziom czujesz się ważny, czujesz, że coś dla kogoś znaczysz, że ktoś o Tobie myśli i traktuje Cię jak rodzinę.

Co jeszcze lubię w mieszkańcach Manitoby?

Wyrozumiałość

Pisałam wcześniej na temat blokady, którą możecie mieć przy pierwszych próbach rozmów po angielsku. Nie mówię, że wszyscy tak mają, ale spotkałam się z osobami, które zmagały się z podobnymi rozterkami. Jak już wspomniałam, moje problemy tak naprawdę pojawiły się w Anglii. Z czasem oczywiście było lepiej, ale zawsze towarzyszył mi brak pewności siebie w konwersacjach z Anglikami.

Zupełnie inaczej wygląda to z Kanadyjczykami! Potrafią oni zrozumieć, że możesz popełniać błędy i nie ma to dla nich żadnego znaczenia. Są wyrozumiali i cierpliwi pod tym względem, nawet kiedy coś totalnie pokręcisz. Chcą Cię zrozumieć i dają Ci szansę poprawić swoje błędy, tym samym pomagając uczyć się mówić coraz lepiej.

Są szczerze zainteresowani Twoim życiem. Zapewne spotkałeś się już nie raz z sytuacjami, w których ktoś pytał się co u Ciebie, a kiedy zaczynałeś odpowiadać, to albo nagle przerywał i zaczynał mówić o sobie, albo wcale nie słuchał co masz do powiedzenia.. W Manitobie spotkałam się z zupełnie odwrotną sytuacją. Ludzi naprawdę interesuje kim jesteś, jakie masz zainteresowania, skąd pochodzisz i czy tęsknisz za swoją rodziną. To nie jest wścibskie zainteresowanie, to raczej sympatia i wrażliwość na drugiego człowieka.

Potrafią się cieszyć Twoim szczęściem. Kiedy w Twoim życiu wydarzy się coś dobrego jak awans w pracy, kupno domu czy narodziny dziecka, usłyszysz szczere gratulacje od każdego, kto Cię tutaj zna. Często zdarzają się też sytuację, w których po 2 tygodniach, czy nawet po miesiącu od takiego wydarzenia, znajomi dalej pytają jak Ci się wiedzie z tą zmianą, która zaszła w Twoim życiu. Dzielisz z nimi szczęśliwe chwile bez cienia zazdrości z ich strony.

Brak materializmu

Nie obchodzi ich stan Twojego portfela. To chyba lubię w Kanadzie najbardziej. Nikt nie ocenia Cię po grubości Twojego portfela, ani po tym jakim samochodem jeździsz. Ludzi traktuje się tutaj na równi, nie jest istotne czy jesteś dyrektorem zarządu czy sprzątaczką. Nikt się nie wywyższa. Spotykając głównego managera w sklepie spożywczym nie masz powodu czuć się zakłopotanym czy spiętym. Najważniejsze jest jakim człowiekiem jesteś, a nie ile posiadasz zer na koncie.

Tylko w jednym jedynym przypadku obchodzi ich jakie są Twoje zasoby. Kiedy Twoją rodzinę spotka coś bardzo złego i wiedzą, że będziesz potrzebował pomocy. Zdarzały się sytuację, w których np.rodzina straciła dom na skutek tornada czy powodzi. Mieszkańcy od razu wychodzili z inicjatywą i zbierali pieniądze oraz inne potrzebne rzeczy dla poszkodowanych. Pamiętam, że pomoc finansową otrzymała również jedna z pracownic naszej firmy, której mama ciężko zachorowała i potrzebne były pieniądze na operację.

Rodzinność

Rodzina jest dla nich najważniejsza. Weekendy, wszystkie wolne dni od pracy i święta, spędzają w gronie rodzinnym. Lubią ten czas i prawdziwie się nim cieszą. Latem dużo czasu spędzają na piknikach w parku, robiąc grilla czy paląc ogniska, zimą natomiast organizują wspólne kolacje w domach, a gdy pogoda sprzyja idą z dziećmi pojeździć na łyżwach na zamarzniętym stawie. Byliśmy już zaproszeni na takie spędzanie czasu i jest to bardzo miłe. Pamiętaj jak u jednych z zaprzyjaźnionych sąsiadów po kolacji usiedliśmy wszyscy w salonie, mogąc cieszyć się muzyką na żywo zapewnioną nam przez gospodarzy.

Poczucie humoru

Kanadyjczycy mają poczucie humoru i duży dystans do siebie. Potrafią się śmiać z samych siebie niejednokrotnie przytaczając zabawne historie ze swojego życia i nigdy nie śmieją się z innych w obraźliwy, uszczypliwy sposób. Myśląc o tym, przypomina mi się jedna lekko szokujące, ale dość zabawna historia, którą opowiedział mi pewien 50-latek. Nie wiem czy powinnam przytaczać akurat tę historię, ponieważ zahacza ona o dość delikatny temat, ale spróbuję. Może być dość drastyczna dla osób kochających zwierzęta, więc po prostu pomińcie następny akapit.

Otóż, on i jego syn mieli pieska. Piesek był z tych sięgających do kostki małych szczekaczy, był już leciwym staruszkiem. Pewnego dnia piesek zdechł ze starości. Tak się niefortunnie zdarzyło, że zdechł w środku zimy. Kto był zimą w Manitobie, ten wie, że ziemia zimą jest zamarznięta na kość, więc z pogrzebu nici..Co zrobił żeby móc godnie pochować pieska? Jego syn znalazł większych rozmiarów karton po lodach, włożyli tam pieska i trzymali go w zamrażalniku aż do wiosny. Wiosną jak gdyby nigdy nic, urządzili mu pogrzeb. Jak sam powiedział, wie, że nie było to zbyt humanitarne, ale piesek już i tak nie żył, więc nie mogło mu to zaszkodzić.
Kurtyna.

 

Podsumowanie

Mam nadzieję, że mój wpis wyjaśnił Wam, że określenie Friendly Manitoba nie jest wymysłem i czczym gadaniem. Nie chcę jednak abyście myśleli, że jest tutaj jak w raju, bo oczywiście ludzie są różni i w głównej mierze zależy od tego na kogo traficie. Jasne, że tutaj też zdarzają się jednostki, do których trzeba mieć więcej cierpliwości. Pewnie, są miejsca, w których trzeba uważać co się mówi i robi. Jednak do tej pory mamy dużo więcej dobrych doświadczeń z mieszkańcami niż jakichkolwiek przykrych, a raczej powiedziałabym neutralnych, bo jako takich przykrych nie było.

Pisząc o Kanadyjczykach opierałam się głównie na własnych doświadczeniach i odczuciach. Nie wiem czy w każdym miejscu Kanady jest tak dobrze z ludźmi jak w Manitobie. Nie jestem również pewna czy wszyscy emigranci żyjący naszej prowincji zgodziliby się ze mną na ten temat, jednak myślę, że nie bez powodu jest ona nazywana Przyjazną Manitobą. 

A jakie Wy macie doświadczenia z mieszkańcami Kanady? Z chęcią dowiem się jak to wygląda w innych kanadyjskich prowincjach, ale też ciekawi mnie co mają na ten temat do powiedzenia Polacy z Manitoby. Jakie macie doświadczenia? Dajcie znać!

15 Comments

  1. To prawda ze Kanadyjczycy sa bardzo tolerancyjni i przyjaznie nastawieni do „new comers”, wiekszosc z nich po prostu tez czuje sie w jakis sposob imigrantami, chocby w ktoryms tam pokoleniu. Kraje europejskie sa krajami narodowymi, wiec ciezko to wogole porownywac.

    Co do tej przyjaznosci Kanadyjczykow, to raczej specyfika malego miasteczka gdzies posrodku niczego, a nie Kanady. No i tego ze mieszkaliscie w domu dla seniorow :). W Toronto, Montrealu, Vancouver nie ma mozliwosci zeby takie historie sie wam przydazyly.

    Co do „szczerego zainteresowania”, „szczerych gratulacji”, to sa raczej takie nie emocjonalne standardowe formy zachowan, zwroty w stylu „oh really, awesome! that’s great!”, po prostu inna ekspresja w rozmowie, po jakims czasie przestajesz to brac na powaznie.

  2. Podziwiam Cię za odwagę, ja bym nie mogła zamieszkać w innym kraju. O Anglikach słyszałam że są zadufani w sobie. Jak widać Kanada jest przyjaznym krajem. Każdy gest najmniejszy gdy ktoś obcy wykonuje w twoją stronę, jest malutkim powodem do radości. Moja najlepsza przyjaciółka,wyprowadziła się do Holandii. Zabrała ze sobą rodzinę, całe mieszkanie urządzili im sąsiedzi. Mówiła że Holendrzy są bardzo szczodrym narodem.

  3. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze miejsca na świecie, gdzie sąsiedzi ze sobą rozmawiają, a nie tylko patrzą spod łba z zawiścią. Udało Ci się w końcu przełamać barierę w mówieniu? Czy nadal coś jeszcze z tego się w Tobie tli?

  4. Podziwiam za odwagę. Wyjazd i zaczęcie wszystkiego od nowa jest czymś, czego bardzo bym chciała. Ale nie jestem na tyle odważna. Super móc poznać życie tam, z waszej perspektywy! 🙂

  5. Bardzo bardzo podoba mi się tekst, lubię takie opowieści. Ale jednocześnie bardzo, ale to bardzo nie wyobrażam sobie siebie w takich zmianach – lubię odkrywać, ale na chwilę, akurat tak długą, żeby pozwiedzać, pomieszkać i nacieszyć się nowymi wrażeniami. Na dłuższą metę jestem osobą zdecydowanie przywiązaną do korzeni 🙂

  6. Paula, super poczytać takie pozytywy o Manitobie. Dużo racji w tym co piszesz odnośnie tego poczucia „przynależności” w Kanadzie. Tutaj po części każdy jest imigrantem, jak nie on – to jego dziadkowie, więc na pewno nie jesteś „obcy” tak jak w UK. Natomiast już trochę, to jak mówisz po angielsku – ma znaczenie w tym jak jesteś traktowany i byłam tego świadkiem. Usłyszałam też raz (nie o sobie) „fucking immigrants,” z tego powodu, że się kobieta nie mogła dogadać z klientem 🙂 ale z drugiej strony, każdy może mieć gorszy dzień, nie? I zazdroszczę tylko takich pozytywnych wrażeń 🙂 Myślę, że kluczem jest poznanie odpowiednich ludzi na swojej drodze, jak piszesz poszła „kula śniegowa” od jednego sąsiada. My tak mieliśmy w Ottawie, poznanie 1 osoby dało nam jakichś 30 nowych znajomych hehe, niestety w Halifax już nie zadziałało 😛

    1. Emilia masz całkowitą rację, może to właśnie chodzi o to, aby spotkać na swojej drodze takie osoby. Mimo wszystko mam wrażenie, że w Manitobie mieszka więcej ludzi którzy chcą Ci pomóc, niż zaszkodzić. Ja nigdy nie spotkałam się tutaj z gorszym traktowaniem jeśli chodzi o język, ale teraz też mówię znacznie lepiej niż w Anglii. Jak teraz tak o tym myślę, to nawet niektórzy Filipińczycy, z którymi czasami zdarza nam się pracować nigdy nie byli przez nikogo obrażani za brak znajomości języka, a niektórzy znają zaledwie kilka słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *